Najpiękniejsza czuję się rano.

Nie wtedy, gdy stoję przed lustrem umalowana, dopięta na ostatni guzik, gotowa “do pokazania się”. Tylko wtedy, gdy otwieram oczy, włosy mam jeszcze lekko splątane po śnie, buzię zaróżowioną, wargi trochę opuchnięte. Bez żadnej poprawki. Bez planu. Po prostu ja, świeżo wyjęta ze snu.

Wiem, że są dziewczyny, które śpiąc z chłopakiem, specjalnie wstają wcześniej, żeby zdążyć nałożyć korektor, zanim on się obudzi. Żeby wyglądać “lepiej”. Żeby nie dać się złapać na tym, jak naprawdę wyglądają rano.

I rozumiem to. Też przez to przechodziłam. Ten odruch, żeby zdążyć się poprawić, zanim ktoś zobaczy prawdę.

I rozumiem to. Też przez to przechodziłam. Ten odruch, żeby zdążyć się poprawić, zanim ktoś zobaczy prawdę.

Ale dziś myślę inaczej: warto dać się poznać.

Bo jeśli ktoś naprawdę cię kocha, to wybierze cię całą. Bez względu na wszystko. Rano, po południu, wieczorem i w środku nocy też. Taką, jaka jesteś – z twoimi trudnościami, z twoimi doświadczeniami, z tą buzią bez makijażu i tym spojrzeniem, które nie zawsze jest gotowe na świat.

Weźmie cię całą. Zaopiekuje się tobą. Da ci poczucie bezpieczeństwa i będzie dbał o ciebie każdego dnia – a ty o niego. Wy dwoje przeciwko światu. Ufasz mu, kochasz go i jesteś przy nim nawet wtedy, gdy jest ciężko.

To jest miłość.

A piękno jest w tobie. Nawet kiedy czasem nie widać go na pierwszy rzut oka. Nawet rano, bez korektora.

Najpiękniejsza jestem rano. Taka jaka jestem.

Napisz komentarz. Chętnie przeczytam, co dzieje się w Twojej Głowie!