Miałam dziś telefon w ręku i z jakiegoś powodu pomyślałam, żeby sprawdzić numerologię swojej daty urodzenia. Głupota, wiem. Ale sprawdziłam.
Wyszło, że moja wibracja to 8.
I wtedy przypomniałam sobie, że zawsze miałam numer osiem w dzienniku szkolnym. Przez całe lata. I pomyślałam sobie – zgadzam się, może zawsze byłam ósma.
Może to głupota, każdy wierzy w co chce wierzyć. Ale nie mogłam przestać o tym myśleć.
Bo jak tak się nad tym zastanowić, to ja naprawdę zawsze byłam ósma. Nigdy pierwsza. Zawsze ta, która czeka, która ustępuje, dla której “najpierw inni, później ja” nie było nawet wyborem, tylko czymś, co po prostu we mnie siedziało.
I teraz myślę sobie – jeśli ja stawiam siebie na pierwszym miejscu, to potrafię postawić na pierwszym miejscu też te osoby, które kocham. Bo z pustego nie nalejesz. Nie masz z czego dawać, jeśli sama jesteś na końcu kolejki.
Może to numerologia, może przypadek, może zwykła głupota. Ale chcę w końcu być pierwsza. Dla siebie i dla wszystkich wokół.
