Są pytania, które wracają jak fale. Kim byłam? Kim jestem? Kim będę?
Nie zawsze mamy na nie odpowiedź. Ale samo ich zadawanie już coś znaczy.
Każda z nas nosi w sobie jakąś historię. Tę, którą przeżyłyśmy. Tę, którą opowiadamy innym. I tę, którą szepczemy sobie w środku nocy, kiedy nikt nie słyszy.
Przez długi czas myślałam, że jestem sumą tego, co mi się przydarzyło. Że to, co mnie spotkało — boli, kształtuje, zostaje. I zostaje — to prawda. Ale nie musi rządzić.
Żal to jedno z najbardziej pożerających uczuć, jakie znam. Nie zabija od razu — on tylko systematycznie zajmuje przestrzeń. Tę samą, która mogłaby należeć do marzeń, planów, do spokojnego teraz.
Ile czasu straciłam, zastanawiając się nad tym, czego nie mogłam już zmienić? Za dużo. Tyle wiem.
Nie chodzi o to, żeby udawać, że przeszłość nie boli. Chodzi o to, żeby nie dawać jej kluczy do przyszłości.
Jest taka piosenka, do której wracam. Luca Fogel śpiewa wprost: it doesn’t define you. To, co cię spotkało, nie jest tym, kim jesteś.
Kiedy pierwszy raz to usłyszałam, poczułam coś w rodzaju ulgi. Jakby ktoś nazwał to, co od dawna próbowałam sobie powiedzieć, ale słowa mi uciekały.
Bo my tak bardzo lubimy przyklejać sobie etykietki z przeszłości. Ta, której odeszli. Ta, która się nie udała. Ta, która za bardzo ufała. A co, gdybyśmy zamiast tego zapytały — ta, która przeżyła. I co teraz?
Przemijamy szybko. To fakt, który potrafi przerażać — albo, jeśli pozwolisz — uwalniać.
Ja wybieram to drugie.
Wybieram snuć marzenia zamiast rozpamiętywać błędy. Stawiać sobie cele zamiast wracać do tego, co już minęło. Żyć powoli — bo czas jest najcenniejszą rzeczą, jaką mam. I nie chcę go tracić tam, gdzie nie czuję się dobrze. W relacjach, które mnie pomniejszają. W myślach, które mnie cofają.
Jaką historię teraz tworzysz?
Bo tę przeszłą — już napisałaś. Tej przyszłej — jeszcze nie znasz.
Ale ta dzisiejsza? Jest twoja. W całości.
A co cię dziś definiuje — z wyboru, nie z przypadku?