Instynkt przetrwania odbiera nam życie

Refleksja na dziś


Każda żywa istota ma instynkt przetrwania. Zakodowany głęboko, pierwotny, nieustępliwy. Organizm walczy o życie nawet wtedy, gdy my sami już nie chcemy walczyć.

Dlatego kiedy słyszę o kolejnych samobójstwach — dorosłych, nastolatków, dzieci — zatrzymuję się. Myślę o tym, ile musiało się wydarzyć w środku, żeby instynkt, który przez miliony lat trzymał nas przy życiu, przestał wystarczać. To nie jest słabość. To jest cisza po długiej, niewidzialnej wojnie.


Wśród przyczyn pada hejt. Pada coraz częściej. I pada w kontekście dzieci.

Social media to przestrzeń, w której hejt ma megafon, a ofiara — często żadnego wyjścia. To tam kształtują się teraz tożsamości naszych dzieci. Tam szukają akceptacji, tam dostają ją lub nie. Tam uczą się, czym jest miłość, seksualność, wartość człowieka. I tam — jeśli nie mają kogoś, kto ich prowadzi — mogą wpaść w pułapki, z których niektóre kosztują życie.

Nie mówię tego, żeby straszyć. Mówię to, bo to prawda, którą warto mieć przed oczami.


Rozumiem, że świat jest zmęczony. Że rodzice pracują na dwóch etatach i wracają bez sił. Że sami nie zawsze wiedzą, jak poruszać się w sieci, skoro zmieniła się nie do poznania przez ostatnią dekadę. Że nikt nas nie uczył, jak rozmawiać z dziećmi o tym, co dzieje się w internecie, bo kiedy byliśmy dziećmi — internet był inny albo go nie było.

Ale właśnie dlatego to jest trudne i właśnie dlatego jest konieczne.

Decydując się na dziecko, bierzemy odpowiedzialność za istotę, która przez długi czas jest od nas całkowicie zależna. Nie tylko fizycznie. Emocjonalnie, poznawczo, społecznie. To my pokazujemy jej, jak wygląda świat. To my uczymy ją, że może przyjść po pomoc. To my — albo nasza nieobecność — kształtujemy to, czy czuje się bezpieczna.

To nie jest zarzut. To jest zaproszenie do refleksji.


Pilnujmy, co nasze dzieci robią w sieci. Nie ze strachu, nie z nadmiernej kontroli — ale z miłości, która bierze odpowiedzialność na poważnie. Rozmawiajmy z nimi. Pytajmy nie „jak było w szkole”, ale „co dzisiaj czułeś”. Budujmy przestrzeń, w której mogą powiedzieć „jest mi źle” i wiedzą, że to nie będzie zignorowane albo zbagatelizowane.


I jeszcze jedno, bo to dla mnie równie ważne.

Ta odpowiedzialność nie dotyczy tylko dzieci.

Zwierzęta, które są częścią naszych domów, naszych rodzin — też czują. Inaczej niż my, własnym językiem, ale czują. Potrafią się przywiązać, potrafią tęsknić, potrafią kochać — i to nie tylko w obrębie własnego gatunku. Ktoś, kto ma psa lub kota, wie, że ta więź jest prawdziwa.

„Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś” — to zdanie z małego Księcia, które wciąż brzmi jak najważniejsza lekcja etyki, jaką dostałam.

Mamy obowiązek chronić tych, którzy są słabsi i którzy na nas liczą. Nie mamy prawa traktować ich jak przedmiotów, bo nimi nie są.


Coś się z tym światem porobiło. Żyjemy szybciej, głębiej wchodzimy w ekrany, płyciej w relacje. Ale instynkt przetrwania — ten prawdziwy — mówi nam: chroń tych, którzy są przy tobie. Dzieci. Zwierzęta. Siebie nawzajem.

Może warto go czasem posłuchać.


Jeśli czujesz, że ktoś bliski potrzebuje pomocy — Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży: 116 111 (bezpłatny, całą dobę).




Ekran świeci. Wokół cisza. Nikt nie pyta, co czuje.

Napisz komentarz. Chętnie przeczytam, co dzieje się w Twojej Głowie!