Dziś są moje urodziny. I po raz pierwszy chcę życzyć czegoś samej sobie.

Nie wiem, kiedy dokładnie nauczyłam się być dla siebie tak surowa.

Kiedy zaczęłam wymagać od siebie więcej, niż wymagałabym od kogokolwiek innego. Kiedy uwierzyłam, że muszę na wszystko zasłużyć. Na sukces. Na odpoczynek. Na miłość. Nawet na własne marzenia.

Ale dziś są moje urodziny.

I zamiast zastanawiać się, czego jeszcze nie osiągnęłam, chcę przez chwilę popatrzeć na to, jak daleko zaszłam.

Bo jest we mnie dziewczynka, która kiedyś marzyła o tym, żeby być właśnie taką kobietą jak ja.

Silną. Wrażliwą. Mądrą. Taką, która potrafi kochać całym sercem. Która mimo trudnych doświadczeń nie przestała wierzyć w dobro. Która upadała, podnosiła się i próbowała jeszcze raz.

Myślę, że gdyby ta mała dziewczynka mogła dziś mnie zobaczyć, byłaby dumna.

Może nawet patrzyłaby na mnie z podziwem.

A ja? Ja wciąż tak często patrzę na siebie przez pryzmat własnych niedoskonałości.

Widzę swoje lęki. Wahania. Wszystkie chwile, w których zabrakło mi odwagi. Wszystkie rzeczy, których jeszcze nie zrobiłam.

Czasami zapominam, ile już zrobiłam.

Dlatego dziś chcę sobie o czymś przypomnieć.

Nie muszę przestać się bać, żeby zacząć żyć tak, jak pragnę.

Jestem kobietą, która wie, czego chce. Mam marzenia, pomysły, plany. Mam w sobie ogromną potrzebę tworzenia, pisania, zostawienia po sobie czegoś dobrego.

Mam też lęk.

Czasami tak duży, że zatrzymuje mnie w miejscu. Podsuwa wątpliwości. Przekonuje, że inni są lepsi, zdolniejsi, odważniejsi. Że może nie powinnam próbować, bo przecież mogę ponieść porażkę.

Ale nie chcę już pozwalać, żeby strach decydował o moim życiu.

Chcę próbować. Popełniać błędy. Zaczynać od nowa. Chcę mieć odwagę sięgać po marzenia, nawet jeśli droga do nich okaże się trudniejsza, niż sobie wyobrażałam.

I chcę nauczyć się czegoś jeszcze.

Odpoczywać bez poczucia winy.

Odpuszczać bez poczucia porażki.

Mówić „nie” bez konieczności tłumaczenia się całemu światu.

Cieszyć się tym, co mam, zamiast nieustannie myśleć o tym, czego mi brakuje.

Chcę wreszcie uwierzyć, że jestem piękna. Że jestem mądra. Że moje myśli mają wartość, a mój głos zasługuje na to, żeby go usłyszano.

Nie dlatego, że ktoś mi to powie.

Dlatego, że sama zacznę w to wierzyć.

Dziś życzę sobie przede wszystkim spokoju.

Takiego, który nie oznacza życia bez problemów, ale pozwala nie gubić siebie pośród nich.

Życzę sobie odwagi. Nie tej spektakularnej, którą wszyscy podziwiają. Tej cichej, codziennej. Która pozwala wysłać wiadomość, spróbować czegoś nowego, pokazać światu własną twórczość, powiedzieć głośno: „Tego właśnie chcę”.

Życzę sobie, żebym nigdy nie przestała marzyć.

Żebym nie rezygnowała z siebie tylko dlatego, że komuś innemu trudno zrozumieć moje wybory.

Żebym potrafiła być dla siebie tak dobra, jak staram się być dla ludzi, których kocham.

I żebym pamiętała, że nie muszę zasługiwać na szczęście nieustannym wysiłkiem.

Mam prawo po prostu żyć. Kochać. Tworzyć. Odpoczywać. Być sobą.

Nie wiem, co przyniesie mi kolejny rok. Pewnie nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. Pewnie jeszcze nieraz zwątpię, przestraszę się i pomyślę, że nie dam rady.

Ale chciałabym, żeby niezależnie od tego, co się wydarzy, jedna rzecz pozostała niezmienna.

Żebym już nigdy nie zapomniała, po czyjej stronie powinnam stać.

Po swojej.

A do tej małej dziewczynki, którą kiedyś byłam, chciałabym dziś powiedzieć:

Widzisz? Dałyśmy radę.

Nie wszystko było łatwe. Nie wszystko potoczyło się tak, jak sobie wyobrażałyśmy. Ale zobacz, kim się stałyśmy.

Jesteśmy silne. Jesteśmy wrażliwe. Mamy w sobie tyle miłości, pomysłów i marzeń.

I jeszcze tyle życia przed nami.

Jesteśmy ważne. Zawsze byłyśmy.

Wszystkiego najlepszego dla mnie. ❤️

Napisz komentarz. Chętnie przeczytam, co dzieje się w Twojej Głowie!