Dzisiaj będzie o śmierci.

Nie lubimy o niej rozmawiać. Odsuwamy ją gdzieś daleko, jakby samo niewypowiadanie tego słowa mogło sprawić, że nas nie dotyczy.

A przecież czeka na każdego z nas.

Dzisiaj byłam z córką na przedstawieniu lalkowym. Jedną z postaci była Kostucha, która przyszła po babcię i jej wnuczka. Wnuczek jednak przechytrzył śmierć. Pokonał ją i dostał tysiąc lat życia.

Dzieci się śmiały. Patrzyły na lalki, słuchały historii.

A ja siedziałam obok swojej córki i nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo ten spektakl zapamiętam.

Bo właśnie dzisiaj zmarła moja babcia.

Nie byłyśmy blisko. I chyba dlatego moje emocje trochę mnie zaskoczyły. Nie było między nami bliskiej relacji, a jednak zabolało.

Spojrzałam na okno jej sypialni.

Paliło się w nim światło.

Tylko jej już tam nie było.

I chyba właśnie wtedy najmocniej poczułam, czym jest śmierć. Nie wielkim słowem. Nie Kostuchą z kosą. Nie czymś odległym, co przydarza się innym.

Czasem śmierć jest po prostu światłem w pokoju, do którego ktoś już nie wróci.

I nagle wszystko, czym tak bardzo przejmujemy się każdego dnia, robi się trochę mniejsze.

To, co odkładamy.
To, czego nie mówimy.
To, że czekamy na odpowiedni moment.
Że boimy się spróbować.
Że jesteśmy gdzieś obok własnego życia, przekonani, że przecież jeszcze zdążymy.

Może właśnie w tym wnuczek z dzisiejszego przedstawienia naprawdę pokonał śmierć.

Nie dlatego, że dostał tysiąc lat.

Może wcale nie potrzebujemy tysiąca lat.

Może potrzebujemy naprawdę przeżyć te, które dostaliśmy.

Nie chcę żyć tak, jakbym miała być tutaj wiecznie. Chcę pamiętać, że ten zwyczajny dzień — kawa wypita rano, spacer, przytulenie dziecka, rozmowa, śmiech, słońce wpadające przez okno — kiedyś okaże się jednym z tych dni, których mieliśmy ograniczoną liczbę.

Nie piszę tego, żeby straszyć śmiercią.

Wręcz przeciwnie.

Dzisiaj po raz kolejny przypomniała mi o życiu.

Może nie możemy oszukać Kostuchy tak jak bohater bajki.

Ale możemy zrobić coś innego.

Możemy żyć tak, żeby kiedyś, gdy zapuka również do naszych drzwi, nie odkryć nagle, że całe życie czekaliśmy, aż wreszcie zaczniemy żyć.

Babciu, nie byłyśmy blisko.

Ale dzisiaj, patrząc na światło w Twoim oknie, pomyślałam o tym, jak kruche jest ,,jutro”.

I chyba długo tego obrazu nie zapomnę.

Napisz komentarz. Chętnie przeczytam, co dzieje się w Twojej Głowie!