Jest we mnie taka tęsknota, której długo nie umiałam nazwać.
Nie za kimś. Nawet nie za czymś konkretnym.
Za sobą.
Za sobą, która nie ogląda się na innych.
Która nie mierzy swojej wartości cudzym spojrzeniem.
Która nie zastanawia się bez końca, co ktoś pomyśli.
Myślę, że tej wersji bardzo potrzebuję.
A może każdy z nas.
Dlaczego tak bardzo przejmujemy się opinią innych?
Chciałabym w końcu przestać żyć zlepkiem czyichś wyobrażeń o mnie.
Wyjść z tej cichej, niewidzialnej klatki zbudowanej z domysłów i analiz.
Z tych wszystkich pytań:
czy mnie lubią?
czy wypadłam dobrze?
czy powinnam być inna?
Bo prawda jest prosta —
nigdy nie będę dla wszystkich „w sam raz”.
I może właśnie w tym jest wolność.
Wolność bycia sobą.
Jak przestać się porównywać i zacząć żyć po swojemu?
Chciałabym robić rzeczy bez tłumaczenia się w głowie.
Bez tego wewnętrznego głosu, który ocenia każdy mój ruch, zanim jeszcze zdążę go wykonać.
Chciałabym mieć w sobie zgodę na spontaniczność.
Na błędy.
Na bycie nieidealną — po swojemu.
Bo brakuje mi zdrowego egoizmu.
Takiego, który nie rani innych — ale przestaje też ranić mnie.
Myślę, że jestem bardzo wartościowa i lubię siebie.
Tej myśli warto się trzymać.
Był moment, w którym nie byłam po swojej stronie
Był w moim życiu czas, w którym krytykowałam w sobie wszystko.
Każde słowo.
Każdą reakcję.
Każdy błąd, który urastał w mojej głowie do czegoś znacznie większego, niż naprawdę był.
A najgorsze było to, że nawet najmniejsza krytyka z zewnątrz…
wbijała mnie na samo dno.
Jedno zdanie potrafiło przekreślić wszystko, co o sobie myślałam.
Jedna uwaga była jak potwierdzenie:
„widzisz? jednak coś jest z tobą nie tak”.
I tak budowałam swoją wartość…
na cudzych opiniach.
Teraz buduje ją na własnych.
Poczucie bycia „gorszą” – skąd się bierze i co z nim zrobić?
Często czułam się gorsza.
Inna.
Jakby coś było ze mną nie tak.
I najtrudniejsze było to, że w pewnym momencie zaczęłam w to wierzyć.
Ale dziś widzę to inaczej —
z każdym z nas „jest coś nie tak”.
I to „coś” nie jest wadą.
To jesteśmy my.
To są nasze dziwactwa, nasze myśli, nasze reakcje.
To wszystko, co próbowaliśmy ukryć, żeby bardziej pasować.
Akceptacja siebie w świecie, który chce nas ujednolicić
A świat bardzo chce, żebyśmy byli podobni.
Social media wygładzają nas do jednej formy.
Do jednego sposobu myślenia, wyglądania, życia.
Tworzą z nas coś, co łatwo porównać.
Masowy produkt.
A ja nie chcę być produktem.
Chcę być sobą.
Dziś uczę się być po swojej stronie
Chcę być doświadczeniem.
Chcę być kimś, kogo nie da się skopiować.
Chcę przestać się kurczyć, żeby ktoś poczuł się bardziej komfortowo w mojej obecności.
Chcę rosnąć w siłę, rozwijać się.
Chcę być sobą naprawdę.
Taką, która nie wszystkim się spodoba.
I to jest w porządku. Tak ma być.
Dziś chcę czegoś jeszcze.
Chcę być swoim fanem.
Swoim wsparciem.
Kimś, kto stoi za mną — nawet wtedy, gdy nie wszystko wychodzi.
Chcę być dla siebie kimś, kto mówi:
„hej, jesteś wystarczająca. Naprawdę.”
I nawet jeśli jeszcze nie zawsze w to wierzę…
to już przynajmniej próbuję.
Bo prawda jest taka, że wciąż czasem potrzebuję tego z zewnątrz.
Zapewnień.
Słów, które na chwilę uciszą ten stary głos w głowie.
I mam szczęście, że dostaję je od bliskich.
A teraz uczę się jednego —
żeby im wierzyć.
Naprawdę wierzyć.
Chcę być sobą — i przestać się dopasowywać
Bo może dojrzałość nie polega na tym, żeby być akceptowanym przez wszystkich.
Tylko na tym, żeby w końcu przestać odrzucać samego siebie.
A ja już nie chcę tego robić.
Jeśli jesteś tu ze mną…
A jeśli jesteś tu i czytasz to do końca —
to znaczy, że w jakiś sposób się spotykamy.
I jeśli czujesz, że to, co tworzę, ma dla Ciebie sens…
że coś w Tobie porusza, zatrzymuje albo daje Ci choć na chwilę oddech —
możesz mi to powiedzieć.
Możesz dać mi znak, że tu jesteś.
Że to ma znaczenie.
Albo po prostu, że jest… dobre.
Bo ja właśnie uczę się to przyjmować.