REFLEKSJA NA DZIŚ: OCENY

Małe dziecko idzie do szkoły.
Wraca z kartką w ręku.

Na kartce jest liczba.

I gdzieś w jego głowie powoli zaczyna powstawać myśl:

„Tyle jestem wart.”

Dla nauczyciela.
Dla rodziców.
Dla świata.

Zamiast prowadzić – oceniamy.
Zamiast wspierać – wymagamy.
Zamiast pomagać odkrywać siebie – uczymy wyścigu.

Dziecko bardzo szybko uczy się jednej rzeczy:

że jego wartość jest za coś.

Za piątki.
Za sukces.
Za spełnianie oczekiwań.

A przecież wartość człowieka nie jest nagrodą.
Nie jest oceną.
Nie jest wynikiem w dzienniku.

Jest przypisana od urodzenia.

Zadaniem rodzica nie jest wychować idealne dziecko.

Zadaniem rodzica jest zbudować fundament.

Dom, do którego można wrócić po całym dniu presji.
Miejsce, gdzie można odetchnąć.
Być sobą.
Odpocząć od oceniania.

Bo życie nie jest konkursem na najlepsze świadectwo.

Jest budową.

Cegła po cegle.

Niektóre będą krzywe.
Niektóre pęknięte.
Niektóre niedoskonałe.

Ale razem stworzą coś jedynego.

Twoje życie.

Oceny mówią tylko o tym, jak ktoś poradził sobie z testem.

Nie mówią nic o jego wrażliwości.
O pasjach.
O charakterze.
O tym, kim stanie się za 10 czy 20 lat.

Jedno dziecko będzie miało same piątki.
Drugie same trójki.

To nie znaczy, że któreś z nich jest więcej warte.

Szkoła powinna pomagać dzieciom odkrywać:

ich mocne strony,
zainteresowania,
to, w czym naprawdę mogą rozkwitnąć.

Nie każdy musi być dobry ze wszystkiego.

I to jest w porządku.

Najważniejsze jest jedno:

żeby dziecko wiedziało, że jego wartość nie zależy od liczby w dzienniku.

Bo pewnego dnia wszyscy obudzimy się na końcu życia.

I wtedy naprawdę nie będzie miało znaczenia,
czy ktoś miał same piątki.

Znaczenie będzie miało tylko jedno:

czy ktoś pomógł dziecku uwierzyć w siebie.

A dobrą wiadomością jest to,

że na zmianę podejścia nigdy nie jest za późno.

Napisz komentarz. Chętnie przeczytam, co dzieje się w Twojej Głowie!