Człowiek – najbardziej skomplikowana historia świata

Szkic ołówkiem przedstawiający kobietę siedzącą tyłem na ziemi i obserwującą tłum rozmazanych ludzi przed sobą – symbol refleksji nad naturą człowieka i introwertycznym obserwowaniem świata.

Jak czuje się introwertyczka?

Najczęściej… zmęczona światem.
Nie zawsze ludźmi – ale intensywnością bycia wśród nich.

Po spotkaniach potrzebuję ciszy.
Kanapy.
Koca.
Herbaty (najlepiej tej ulubionej).

I czasem czegoś zupełnie nieoczekiwanego – jak oglądanie programu Hotel Paradise.

To moje małe guilty pleasure.
Bo patrzę na tych ludzi i myślę: jak trzeba być ekstrawertycznym, żeby wejść do programu, który oglądają tysiące osób… zamknąć się z obcymi ludźmi, imprezować, knuć, kombinować, flirtować, walczyć o sympatie i pieniądze.

Dla mnie to brzmi… potwornie męcząco.

A jednak oglądam.

Może dlatego, że fascynują mnie ludzkie mechanizmy.
To trochę jak obserwowanie eksperymentu.

Trochę jak w eksperymencie Zimbardo – zwykli ludzie trafiają do określonych ról i nagle zaczynają grać według zupełnie nowych zasad. Dopasowują się. Zmieniają emocje. Strategie. Postawy.

Miłość kontra pieniądze.
Sympatia kontra gra.

Patrzę na to i myślę, jak bardzo jesteśmy… skomplikowani.

Bo z jednej strony możemy zazdrościć tej swobody, odwagi, pewności siebie.
Z drugiej – widzimy bezwzględność, manipulacje, walkę o swoje.

I wtedy pojawia się pytanie:

co właściwie mówi o nas to, że tak chętnie oglądamy takie historie?

Może po prostu jesteśmy ciekawi ludzi.
Może lubimy patrzeć, jak ktoś łamie zasady, których sami się trzymamy.
A może w każdym z nas jest trochę obserwatora… i trochę gracza.

Jedno jest pewne:
człowiek to najbardziej złożona istota, jaką znamy.

Pełna sprzeczności.
Niuansów.
Ról, które przyjmujemy w różnych momentach życia.

Czasem jesteśmy jak wilki – silni, drapieżni, walczący o swoje miejsce.
A czasem w obliczu świata czujemy się mali i bezradni wobec jego nieprzewidywalności.

Bo życie też jest trochę jak hazard.

Nie wybieramy miejsca urodzenia.
Nie wybieramy wielu kart, które dostajemy na początku.

Czasem to nas ogranicza.
Czasem – zupełnie niespodziewanie – otwiera nowe drogi.

I może właśnie w tym tkwi sens.

Każdy z nas jest historią.
Jak książka, która pisze się każdego dnia.

Gramy role.
Zmieniają nas doświadczenia.
Dojrzewamy.

A na końcu zbieramy nagrody… albo lekcje, których nie zdaliśmy za pierwszym razem.

Dlatego ciekawi mnie jeszcze jedno.

Jak to jest, że istnieją ludzie tak różni jak introwertycy i ekstrawertycy.

Jedni potrzebują świata bardziej na zewnątrz.
Inni bardziej w środku.

Jedni działają głośno.
Inni myślą cicho.

Ale wszyscy mamy coś wspólnego.

Mamy czas.
Mamy siebie.
I mamy wpływ na to, co z tym zrobimy.

Możemy tworzyć rzeczy piękne, mądre, dobre dla innych.

A jednak jako ludzie potrafimy też wzniecać wojny, niszczyć, przyspieszać wszystko do granic absurdu.

To chyba najbardziej zdumiewające w naszej naturze.

Jesteśmy zdolni do największego dobra…
i do najbardziej przerażającego zła.

Mamy niezwykłą moc – samoświadomość.

I czasem właśnie ona najbardziej nas gubi.

Dlatego dziś mam jedną myśl:

człowiek to najciekawsza historia, jaką kiedykolwiek napisano.

A Ty – kiedy patrzysz na ludzi, na świat, na siebie –
masz wrażenie, że bardziej jesteśmy obserwatorami…
czy jednak graczami w tej grze?

Napisz komentarz. Chętnie przeczytam, co dzieje się w Twojej Głowie!