Są piosenki, które po prostu wpadają w ucho.
I są takie, które brzmią jak czyjaś obietnica. Albo odbicie naszych emocji.
Kiedy słyszę „Safe With Me” – Ike Dweck, myślę o Tobie.
O człowieku, który wszedł w mój świat wtedy, gdy był cichy jak opuszczone miasto. A ja zagubiona w nim.
Gdy stałam na zimnie — przekonana, że jeśli ktoś zobaczy moje słabości, odejdzie.
Ty nie odszedłeś. Zostałeś i jesteś.
Nie próbowałeś uciszać moich demonów.
Nie przestraszyły Cię historie zapisane w moich bliznach.
Nie budowałeś murów — przeciwnie.
Cierpliwie zdejmowałeś pajęczyny z korytarzy prowadzących do mojego serca.
Pokochałeś mnie w całości.
Nie „pomimo”.
Ale razem z tym wszystkim, co trudne.
Kiedy tonęłam w swoich myślach, podawałeś mi ramiona.
Kiedy brakowało mi tchu — oddychałeś spokojem za nas dwoje.
Kiedy się bałam, Ty stałeś obok i byłeś moją odwagą.
To Ty pokazałeś mi, jak się nie poddawać.
Jesteś moim bezpiecznym miejscem.
Moją ciszą po burzy.
Moim najlepszym przyjacielem i drugą połówką.
Przy Tobie nie muszę udawać siły.
Nie muszę chować części siebie.
Nie muszę bać się, że zostanę sama z własnymi cieniami.
Dziękuję Ci za to, że jesteś.
Za to, że wspierasz mnie w walce z demonami, zamiast udawać, że ich nie ma.
Za to, że rozumiesz mnie nawet wtedy, gdy sama siebie nie rozumiem.
Za to, że zostajesz.
Nadałeś mojemu życiu sens nie wielkimi słowami,
ale codzienną obecnością.
Ciepłem.
Spokojem.
Jeśli miłość jest domem —
to ja jestem już w domu.
Z Tobą.