Lekcje od córki: jak mówimy do dziecka, tak ono mówi do świata

Artystyczny szkic matki i córki siedzących po turecku naprzeciwko siebie, trzymających się za ręce i patrzących sobie w oczy. Grafika symbolizuje bliskość, bezpieczeństwo i relację matka–dziecko.

Coraz częściej widzę, że sposób, w jaki mówimy do dziecka, nie zostaje tylko między nami.
On wychodzi z nim w świat.

Moja córka często mówi: kocham cię.
Mówi, że jestem piękna.
Zachwyca się drobiazgami — patykiem znalezionym w parku, biedronką na listku, zwykłym kamykiem.
Dużo się uśmiecha. Żartuje. Cieszy się bez powodu.

Patrzę na nią i widzę dziecko, które czuje się bezpieczne.
Które ufa.
Które idzie przez świat z otwartością, a nie z lękiem.

Kiedyś byłyśmy na sali zabaw. Pomagałam jej zejść z drabinki.
Spojrzała na mnie i powiedziała:
„Mama zawsze mi pomoże.”

To zdanie zatrzymało mnie na chwilę.
Bo ja naprawdę często jej to mówię.

Gdy płacze w nocy, szepczę: mama jest przy tobie.
Mama zawsze tu jest.
Jesteś bezpieczna.

Gdy zasypia, mówię jej do ucha, że jest piękna, mądra i ważna.
Zachwycam się nią.
Jestem wtedy spokojna, uważna, obecna.

Ale nie zawsze tak jest.

Zdarza mi się stracić równowagę.
Krzyknąć.
Odpowiedzieć oschle, zbyt szybko, zbyt ostro.

I wtedy czasem słyszę pytanie:
„Czy mama jest na mnie zła?”

To pytanie nie zostawia miejsca na udawanie, że nic się nie stało.
Wtedy wiem, że muszę naprawić sytuację.
Od razu.

Bo błędy się zdarzają.
Ale prawdziwą krzywdą jest zostawić je bez słów, bez wyjaśnienia, bez czułości.

Dziecko to człowiek.
Nie „na przyszłość”. Nie „w procesie”.
Tu i teraz.

Trzeba je obserwować.
Słuchać.
Uczyć się jego potrzeb — i uczyć się, jak na nie odpowiadać.

Bo dziecko uczy się świata przez nas.
Przez ton naszego głosu.
Przez słowa, które słyszy.
Przez to, czy po trudnym momencie wraca bliskość.

I jeśli mówimy do dziecka z czułością,
ono uczy się mówić tak do świata. Do siebie także.

Napisz komentarz. Chętnie przeczytam, co dzieje się w Twojej Głowie!