Ten rok nie przyniósł jednej odpowiedzi.
Przyniósł wiele cichych odkryć — takich, które dojrzewają powoli, ale zostają na dłużej.
Nauczył mnie, że odpowiedzi są we mnie.
Nie w książkach, nie w poradach innych, nie w kolejnym „powinnam”.
One są gdzieś głębiej — pod warstwami lęku, oczekiwań i cudzych narracji.
Muszę tylko nauczyć się je odnajdywać. I ufać, że to, co czuję, ma sens.
Ten rok nauczył mnie, że chcę poznawać siebie.
Nie po to, by się naprawiać.
Po to, by żyć w zgodzie ze sobą — bez ciągłego dopasowywania się, bez udawania. Poznawanie siebie przestało być dla mnie tylko hasłem. Stało się potrzebą.
Nauczył mnie, że kocham pisać o rzeczach dla mnie ważnych.
Nie o tym, co „dobrze się klika”, ale o tym, co prawdziwe.
Pisanie stało się przestrzenią, w której mogę być szczera — nawet jeśli to oznacza odsłonięcie się bardziej, niż jest wygodnie.
I coraz częściej widzę, że właśnie ta szczerość łączy mnie z innymi.
Ten rok bardzo wyraźnie pokazał mi, że najważniejsza jest rodzina i czas z bliskimi.
Nie „kiedyś”, nie „przy okazji”.
Teraz. W tych zwykłych dniach, które mijają szybciej, niż się spodziewamy.
Nauczył mnie też, że wychowanie dziecka to najbardziej satysfakcjonująca, ale i najbardziej wymagająca praca, jakiej się podjęłam.
Taka, która konfrontuje mnie z samą sobą — z moimi emocjami, schematami, granicami.
I taka, która uczy mnie pokory, cierpliwości i miłości w najbardziej czystej, prawdziwej formie.
Ten rok uświadomił mi, że jestem silniejsza, niż mi się wydawało.
Że potrafię więcej.
Że mogę osiągnąć to, czego chcę — nie mimo lęku, ale często właśnie przekraczając go.
I że siła nie zawsze wygląda jak odwaga. Czasem wygląda jak przetrwanie.
Nauczył mnie również, że najbardziej ogranicza mnie lęk i brak wiary w siebie.
Nie brak umiejętności.
Nie brak potencjału.
Tylko to ciche „a jeśli się nie uda”, które potrafi zatrzymać mnie jeszcze zanim spróbuję.
I że praca nad sobą zaczyna się dokładnie tam, gdzie przestaję udawać, że tego lęku nie ma.
Ten rok nauczył mnie, że potrzebuję terapii — i że dojrzewam do tej decyzji.
Nie dlatego, że sobie nie radzę.
Tylko dlatego, że chcę żyć lepiej, pełniej, bardziej świadomie.
Że proszenie o pomoc jest oznaką odpowiedzialności, nie słabości.
I w końcu — nauczył mnie, że pewne rzeczy muszę zostawić w przeszłości.
Nie analizować je w nieskończoność.
Nie próbować do nich wracać.
Pozwolić im być tym, czym były — etapem, lekcją, zamkniętym rozdziałem.
Bo nie wszystko, co znane, jest dobre. I nie wszystko, co boli, trzeba ciągle rozdrapywać.
Ten rok nie był idealny.
Ale był prawdziwy.
A ja wchodzę w kolejny z większą świadomością, większą czułością wobec siebie i gotowością, by iść dalej — po swojemu.
Żegnaj 2025. Witaj 2026!
Jeśli ten tekst w czymś z Tobą rezonuje — może to znak, że Ty też jesteś w miejscu, w którym zaczynasz siebie naprawdę słuchać.
