Dlaczego ludzie nie mają dzieci? O wolności wyboru, odpowiedzialności i tym, co naprawdę liczy się w rodzicielstwie

W debacie o dzietności w Polsce często brakuje jednego — zrozumienia. Zamiast słuchać ludzi, którzy nie mają dzieci, społeczeństwo woli ich oceniać: wyśmiewać, krytykować, moralizować. Tymczasem pytanie „dlaczego ludzie nie mają dzieci?” wcale nie jest proste. I na pewno nie powinno być kierowane z pozycji osądu.

Kiedyś posiadanie rodziny było obowiązkiem, a brak dzieci — porażką. Dziś to wybór, a przede wszystkim odpowiedzialność. I może to dobrze, że dzieci rodzi się mniej, bo te narodziny częściej wynikają z gotowości, a nie z presji otoczenia. Bo dziecko to nie jest „kolejny etap życia” ani społeczny obowiązek.
To nowe życie — mały świat, który budujesz od zera.

Musisz je kochać, dać mu bezpieczeństwo, być przy nim, kiedy stawia pierwsze kroki i kiedy upada. Uczysz je radzić sobie w świecie, choć sam często poruszasz się po omacku. Dla dziecka jesteś pierwszym autorytetem, lustrem i drogowskazem. Ono chłonie Twoje emocje, zachowania, przekonania. Odbija zarówno to, co w Tobie najpiękniejsze, jak i to, nad czym warto popracować.
Rodzicielstwo jest trudne — dlatego nie każdy je wybiera i nie każdy musi.


Czy zwierzę może „zastąpić” dziecko? Fałszywa teza, która rani ludzi

W ostatnim czasie głośno było o słowach, że „kotki i pieski nie zastąpią dziecka”. Dla wielu osób — w tym dla mnie jako mamy i opiekunki zwierząt — było to bolesne i krzywdzące. Nie chodzi przecież o „zastępowanie”, ale o dawanie miłości istocie, która czyni Cię lepszym człowiekiem.

To nie brak dzieci jest problemem.
Problemem jest brak serca — empatii, czułości, szacunku do drugiego istnienia.

Wyśmiewanie więzi między człowiekiem a zwierzęciem jest nie tylko okrutne, ale i nieludzkie. Zwłaszcza w miejscu, które ma symbolizować jedność, wspólnotę i wartości — na marszu z okazji odzyskania niepodległości.
Miłość do zwierząt nie jest „antypatriotyczna”. Antypatriotyczne jest pogardzanie własnymi rodakami tylko dlatego, że żyją inaczej, niż ktoś uważa za słuszne.

Ci, którzy najgłośniej krzyczą o „miłości do ojczyzny”, często najłatwiej plują na jej mieszkańców. A przecież są momenty, kiedy trzeba zamilknąć, by wspólnie świętować ważne rocznice, zamiast wykorzystywać je do politycznego teatru.

Od polityków wymaga się odpowiedzialności.
Tymczasem często oglądamy jej zupełne przeciwieństwo.


To rodzina decyduje, kiedy i czy w ogóle mieć dzieci

Decyzja o powiększeniu rodziny należy wyłącznie do tej rodziny. Nikt z zewnątrz nie wie:

  • czy są gotowi emocjonalnie,
  • czy mają stabilność finansową,
  • czy czują, że przeżyli już swoje młodzieńcze pragnienia,
  • czy w ogóle mają w sobie potrzebę rodzicielstwa.

Dzisiejsze czasy są niepewne — ekonomicznie, społecznie, globalnie. Wymaganie od młodych ludzi, by „rodzili na potęgę”, jest nie tylko nierozsądne, ale i nieuczciwe.
Dzieci nie rodzi się dla statystyk.
Dzieci rodzi się z miłości, gotowości i poczucia sensu.

To nie ilość urodzeń świadczy o sile społeczeństwa, tylko jakość życia ludzi, którzy je tworzą.


Bo najważniejsze jest jedno: odpowiedzialność za nowe życie

Zanim ktokolwiek zdecyduje się na dziecko, warto by zapytał sam siebie:

Czy jestem gotowy całkowicie zmienić swoje życie?
Czy potrafię postawić nowego człowieka na pierwszym miejscu?
Czy będę dla niego wtedy, kiedy będzie mnie potrzebował?

Jeśli odpowiedź brzmi „tak” — to piękny początek rodzicielstwa.
Jeśli brzmi „nie” — to równie dojrzała odpowiedź.

Bo prawdziwą miarą odpowiedzialności nie jest posiadanie dzieci, lecz świadomość, kiedy nie jest się na nie gotowym.

Napisz komentarz. Chętnie przeczytam, co dzieje się w Twojej Głowie!