Ostatnio trafiłam na YouTubie na film „Kiedy przestajesz się martwić, wszystko się zmienia” (kanał PSYCHOZA). Otworzył mi oczy i dał do myślenia. Zmartwienia zabierają tyle czasu i energii, a nie przynoszą nic dobrego – wręcz przeciwnie. Codziennie, po kawałku, tworzą w naszej głowie więzienie. Im dłużej w nim tkwisz, tym trudniej się wydostać.
Martwisz się, bo próbujesz kontrolować
Kiedy się martwisz, prowadzisz wojnę z tym, czego nie możesz kontrolować. Ta wojna nigdy się nie kończy. Najbardziej wolni są ci, którzy nauczyli się nie reagować na każdy strach. Martwisz się, aby uniknąć bólu, a w ten sposób cierpisz dwa razy – pierwszy raz jeszcze zanim wydarzy się coś, co może Cię zranić.
Nie zauważyłaś, że im bardziej próbujesz coś kontrolować, tym bardziej wymyka Ci się z rąk? Stale martwisz się o przyszłość, próbujesz przewidzieć każdy scenariusz. Marnujesz czas, energię, kreatywność, ale przede wszystkim siebie. Tkwisz w więzieniu. Nie żyjesz – Ty próbujesz przetrwać. Nie da się uniknąć bólu. On przyjdzie, nawet gdy będziesz przygotowana, i zaskoczy Cię. Próbujesz wyprzedzić ból, a jedynie cierpisz z wyprzedzeniem. Torturujesz siebie, by nie zostać zaskoczoną. Tylko że życie zawsze znajdzie sposób, żeby Cię zaskoczyć. Możesz przewidywać najwymyślniejszy scenariusz, a ono i tak zrobi po swojemu. Czy to naprawdę takie złe?
Odpuść, bo nie da się kontrolować życia
Im bardziej próbujesz trzymać życie w ryzach, tym bardziej Ci się wymyka. Dużo łatwiej jest to zaakceptować niż z tym walczyć – mimo to tak trudno przestać. Według Carla Junga zmartwienia są objawem umysłu, który nie ufa własnej sile i nie ufa życiu.
Zranione ego pragnie kontroli
Pewnie choć raz zastanawiałaś się, dlaczego tak bardzo potrzebujesz kontroli. Chodzi o poczucie bezpieczeństwa. Wierzysz, że jeśli się martwisz, będziesz bezpieczna, że unikniesz czegoś złego. Niestety, tylko ściągasz na siebie więcej lęku.
Wmawiasz sobie, że przed każdą sytuacją musisz przewidzieć każdy wariant, bo inaczej popełnisz błąd, narazisz się na śmieszność, ktoś Cię odrzuci albo poczujesz dyskomfort. Wszyscy pragniemy miłości i akceptacji tak bardzo, że jesteśmy w stanie poświęcić samych siebie. Chcąc się chronić, zadajemy sobie coraz głębsze rany. A zranione ego pragnie kontroli.
U Junga ego to centrum świadomości, które daje nam poczucie tożsamości. Ma tendencję do przekonania, że jest wszystkim, co o sobie wiemy. Zranione ego jest jak burza z głębin – aby ją pokonać, kapitan statku musi przyznać, że nie jest w stanie kontrolować całego oceanu. Tak samo my – jeśli chcemy uleczyć nasze ego i rozwijać je, musimy przyznać, że jest tylko częścią większej całości. Tą całość Jung nazwał Jaźnią.
Jaźń – pełnia osobowości
Jaźń to centrum całej naszej psychiki, obejmuje ego i wszystko, co nieuświadomione. Dostęp do Jaźni daje nam porzucenie kontroli. Zranione ego uruchamia drogę do Jaźni – jest jak pęknięcie w skorupie, pod którą widać głębsze warstwy psychiki. Jeśli będziemy drążyć dalej, możemy „zabić” nasze ego i zyskać dostęp do całości siebie.
Śmierć ego to symboliczny proces, w którym ego przestaje być centrum i zaczyna poznawać nieświadomość. To nie koniec, a początek głębszej integracji i dojrzałości osobistej. Bez niej ego pozostaje ograniczone, mocno przywiązane do wizerunku i lęków. Będzie próbowało Cię przekonać, żebyś nie drążyła głębiej. Ale drąż, jak najgłębiej się da, by móc w pełni być sobą i żyć na 100%.
Pokochaj siebie i idź po więcej
Ego pragnie akceptacji i miłości. Dla tych dwóch rzeczy wmawia nam, że jest wszystkim. Przekonuje nas, że poza nim nie ma w nas nic więcej. Robi to, byśmy nie mogli go zranić, bo zranione ego uchyla drzwi do czegoś więcej. Jest bodźcem, by dotrzeć także do tych części, które skrywają ból, strach i poczucie winy.
Zranione ego zmusza nas do kontroli. Potrzeba kontroli rodzi strach, a strach rodzi zmartwienia i stres. Boimy się wyjść poza strefę komfortu. Żyjemy w tym więzieniu, czasem nawet w nim umieramy, tracąc szansę, by dowiedzieć się, kim naprawdę jesteśmy i jaki potencjał w nas drzemie.
Chcesz się rozwijać? Zacznij robić coś, co może Cię zranić. To, co najczęściej rani ego – krytyka, odrzucenie, porażki, upokorzenie, wstyd, konfrontacja z własnymi ograniczeniami czy zderzenia z rzeczywistością – to właśnie to, czego potrzebujemy, by być w pełni sobą.
Cierpienie daje nam siłę. To wcale nie znaczy, że mamy się celowo umartwiać. Znaczy jedynie, że nie ma sensu wybiegać myślą w przyszłość i martwić się, co będzie. Porzuć kontrolę, zaakceptuj jej brak, zaufaj sobie. Nie marnuj czasu na zmartwienia – poświęć go, by poznawać siebie i po prostu być.
Gdzieś mignęła mi rada: jeśli nie wiesz, co robić ze swoim życiem, skup się na sobie. Na tym, czego pragniesz, czego potrzebujesz. Zadbaj o siebie, zaopiekuj się emocjami, a odpowiedzi zaczną same się pojawiać. Masz je w sobie – przestań tracić energię na zmartwienia. Zawsze masz wybór: martwić się albo uwierzyć, że sobie poradzisz.
Spróbuj dzisiaj zauważyć moment, w którym ego próbuje Cię zatrzymać. Co możesz zrobić inaczej, by zaufać sobie i życiu?