Pamiętam, jak pewnego dnia, będąc małą dziewczynką, siedziałam na łóżku z oczami pełnymi łez, a w mojej głowie rozbrzmiewały słowa: „Jesteś śmieciem”, „Nikt cię nie kocha”, „Jesteś nikim.”
Nie myślałam tak, bo to była prawda, ale dlatego, że nie potrafiłam poradzić sobie z emocjami. W moim życiu działy się rzeczy, które przerastały dziecko, a dorośli wokół mnie sami nie umieli zaopiekować się swoimi emocjami.
Tak właśnie rodzą się myśli, które zabijają – Ciebie, Twoje relacje, Twoje poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości.
Za dużo emocji i brak mechanizmów ich przetwarzania to prosta droga do wewnętrznej destrukcji. Emocje są potężnym narzędziem, ale jeśli nikt Cię nie nauczył, jak z niego korzystać świadomie – mogą stać się przeszkodą. Mogą Cię zniszczyć.
W pułapce własnych myśli
Kiedy staję przed jakimś wyzwaniem, pierwszy scenariusz, który pojawia się w mojej głowie, to ten, który kończy się porażką. Zazwyczaj od razu zaczynam myśleć o tym, co może się nie udać i jakie będą tego konsekwencje. Nawet jeśli intuicja mówi mi, że wszystko pójdzie dobrze – mój mózg nie bierze tego pod uwagę. Automatycznie bombarduje mnie lękiem.
To potwornie męczące.
Staję w obliczu czegoś trudnego, dyskomfortowego – i jak na zawołanie zaciska mi się żołądek, drżą ręce, oblewa mnie pot. Cała się spinam. Moje ciało reaguje niepokojem, mózg produkuje myśli przygotowujące mnie na najgorsze.
Zrozumiałam, że jeśli tego nie przerwę – to mnie to zabije.
Nadmiar hormonów stresu prowadzi do szeregu zaburzeń zdrowotnych – zarówno psychicznych, jak i fizycznych.
Niezależnie od tego, co wywołuje stres, zbyt duża jego ilość jest dla nas szkodliwa. Staje się jak intruz, który przejmuje kontrolę nad ciałem i umysłem.
Sam w sobie stres jest potrzebny. Ostrzega nas, mobilizuje, buduje odporność psychiczną. Ale przestaje być pomocny, gdy jest przewlekły, nadmierny, nieadekwatny do sytuacji. Gdy się kumuluje i nie znajduje ujścia.
Depresja, zaburzenia lękowe, bezsenność, osłabiona odporność, problemy hormonalne, uzależnienia – to tylko część chorób, które może wywołać chroniczny stres.
To realne zagrożenie. I właśnie dlatego powinniśmy robić wszystko, by go redukować, jak tylko potrafimy.
Stres jest reakcją na bodziec. Bodźcem może być wszystko: choroba, samotność, strata, egzamin… ale też brak sensu życia, brak kontroli nad przyszłością.
Bodźcem może być też myśl.

I tak dalej, i tak dalej…
Zastanów się, ile takich myśli przeszło przez Twoją głowę w ciągu dnia, tygodnia, miesiąca, lat.
Każda z nich coraz bardziej Cię zniewala, sprawia, że trudniej się z tej pułapki wydostać.
Każda przybliża Cię do stanu, w którym przestajesz odróżniać myśli od prawdy.
Pewnego dnia może być za późno, więc zacznij działać już teraz.
Nie pozwól sobie uwierzyć w myśli, które Cię zabijają.
Myśli mają znaczenie
Myśli nieustannie krążą po naszej głowie – tak często, że zapominamy, jak wielki mają wpływ.
A mają. Ogromny.
Dlatego warto się im przyglądać. Wsłuchiwać się w nie. I czuwać nad tym, żeby nas nie krzywdziły.
Co robić, by mniej myśleć?
Jesteś zmęczony swoimi myślami?
Ja też.
Ale znalazłam kilka sposobów, które mi pomagają – może pomogą też Tobie.
1. Zajmij czymś ciało
Zauważyłam, że natrętne myśli nachodzą mnie najczęściej wtedy, gdy nic nie robię.
Postanowiłam zmęczyć ciało, żeby dać wytchnienie głowie.
Idź na spacer, zatańcz, kup karnet na siłownię, posprzątaj, ugotuj coś.
Zrób cokolwiek, co odciąży umysł. Co sprawi, że zabraknie energii na zamartwianie się.
2. Oddychaj świadomie
Oddychamy cały czas – nieświadomie. A przecież to oddech trzyma nas przy życiu.
Usiądź wygodnie, zamknij oczy.
Wdech przez nos – 4 sekundy,
Zatrzymanie powietrza – 4 sekundy,
Wydech ustami – 6 sekund.
Powtórz kilka razy.
To nic skomplikowanego, a pozwala wrócić do równowagi i przekierować uwagę z głowy do ciała.
3. Wyrzuć myśli z głowy
Zapisz je. Nagraj. Narysuj. Stwórz dla nich nowe miejsce.
Nie trzymaj ich w sobie.
Daj im ujście – uwolnij je, a przy okazji uwolnij siebie.
4. Porozmawiaj ze sobą
Prowadź wewnętrzny dialog. Zostań swoim przyjacielem. Kimś, kto Cię wspiera i kocha.
Zatrzymaj się przy negatywnej myśli. Spróbuj ją przekuć w coś bardziej prawdziwego i wspierającego.
„Inni radzą sobie lepiej niż ja.” – Tego nie wiesz. Ale wiesz, że kilka lat temu było Ci trudniej, a teraz jesteś tu – walczysz.
„Jestem słaba.” – Nie jesteś. Przecież ostatnio przezwyciężyłaś ogromny lęk. Jestem z Ciebie dumna.
Znajduj kontrargumenty. Bądź kreatywna. Wsłuchuj się w siebie.
5. Obserwuj swoje myśli
Zauważ, które myśli pojawiają się najczęściej. Kiedy? W jakich sytuacjach?
Zastanów się, co je wywołuje. Emocje? Wspomnienia? Lęki?
Poszukaj schematów.
Zadaj sobie pytanie: Co jest faktem, a co tylko myślą?
6. Pozwól sobie na brak kontroli
Lubię kontrolę. Daje mi poczucie bezpieczeństwa. Ale zrozumiałam, że to złudzenie.
Nie wszystko da się przewidzieć, zaplanować, zabezpieczyć. I to jest okej.
Naucz się ufać życiu.
Nie jesteś jasnowidzem – myślenie o czymś i zamartwianie się nie sprawi, że rozwiążesz problem.
Czasami trzeba po prostu pozwolić rzeczom biec swoim torem.
A kiedy się wydarzą – wtedy pomyślisz, co dalej.
Może wyjdzie nawet lepiej, niż się spodziewasz.
Myśli, które przywracają życie
To, jak dziś myślisz o sobie, innych, świecie – kształtowało się latami.
Na początku byłaś jak czysta kartka. Ale pierwszych rozdziałów nie pisałaś sama.
Teraz to Ty jesteś autorką.
I możesz pisać swoją historię tak, jak chcesz.
Myśl tak, by zapewnić sobie spokój, wsparcie i miłość.
Myśli to nie fakty.
Mogą się mylić. Mogą być zniekształcone.
Dlatego warto je weryfikować.
Sprawdzać, jak na Ciebie wpływają.
Zmieniać je, jeśli Cię ranią.
Bo masz nad nimi kontrolę.
Masz prawo myśleć o sobie z miłością. I żyć w zgodzie ze sobą.
Masz do tego prawo.
Zasługujesz na to.
Myśl o sobie z czułością. Wierz w siebie z całych sił.
Doceniaj swoje sukcesy.
A porażki traktuj jako kolejne lekcje.
Bądź dla siebie dobra.
Nie pozwól, by myśli zabiły w Tobie nadzieję.
Nie pozwól, by odebrały Ci życie.