Byłam na wakacjach, a ze mną ta książka. Idealna na taką okazję. Opowiada historię dziennikarki, która, w zastępstwie za szefową, została zaproszona na ekskluzywny statek wyruszający w swój pierwszy rejs. Zanim jednak znalazła się na pokładzie ktoś włamał się do jej domu i zaatakował ją, co bardzo nią wstrząsnęło wzmagając jej czujność.
Lo Blacklock szykowała się na wystawną kolację, kiedy spostrzegła, że nie ma maskary. Zapukała do kabiny dziesiątej i pożyczyła maskarę od dziewczyny w koszulce Pink Floyd. Podczas kolacji za dużo wypiła, ale w nocy obudził ją hałas przypominający wrzucanie ciała do oceanu. Wyszła na taras i na szybie tarasu kabiny dziesiątej zobaczyła krew. Wezwała ochronę, opowiedziała swoją historię, jednak nie uwierzono jej. Ani wśród gości, ani wśród załogi nie było dziewczyny, którą spotkała, a kabina dziesiąta była pusta. Aurora, pływający symbol luksusu, stał się dla głównej bohaterki śmiertelną pułapką. To, co usłyszała i zobaczyła wplątało ją w morderczą intrygę, która pochłonęła niejedno życie. A tajemnicza dziewczyna w jednej chwili z oprawcy stała się jej ratunkiem.
Czytałam już kilka książek tej autorki i za każdym razem nie mogę się oderwać. Jest tu wszystko, czego oczekuję od dobrej książki. Pomysłowa fabuła, dobrze zbudowane napięcie, zwroty akcji i tajemnica, która trzyma nas w niepewności do ostatniej strony. Do samego końca nie wiadomo, jak skończy się ta historia, kto zginął, a komu udało się przetrwać.
Jeśli tak jak ja, lubisz takie książki, koniecznie zacznij czytać Ruth Ware i daj znać, co myślisz.
