Nie traktuj siebie tak poważnie.
Spójrz na siebie — cały wystrojony dla kogoś, kogo nigdy nie widujesz.
Jesteś tu z jakiegoś powodu, ale nie wiesz dlaczego.
Jesteś rozdarty i niespójny, z rękami uniesionymi do nieba.
Poddaj się.
I zastanawiam się, dlaczego sam siebie niszczę,
by potem znów się odbudować.
Och, mam nadzieję, że jakoś obudzę się znów młody.
Z tego, kim byłem, zostały tylko
dziury w mojej fałszywej pewności siebie.
I teraz kładę się spać
z nadzieją, że obudzę się znów młody.
Z nadzieją, że obudzę się znów młody.
Nie wpuszczaj znowu tych demonów.
Wypełniam pustkę wypolerowanymi wątpliwościami,
fałszywym uczuciem.
Poddaj się.
I zastanawiam się, dlaczego sam siebie niszczę,
by potem znów się odbudować.
Och, mam nadzieję, że jakoś obudzę się znów młody.
Z tego, kim byłem, zostały tylko
dziury w mojej fałszywej pewności siebie.
I teraz kładę się spać
z nadzieją, że obudzę się znów młody.
Z nadzieją, że obudzę się znów młody.
Z nadzieją, że obudzę się znów młody.
Dlaczego nie możesz traktować mnie poważnie?
Spójrz na mnie — cały rozwalony
przez kogoś, kogo nigdy nie spotkam.
I zastanawiam się, dlaczego sam siebie niszczę,
by potem znów się odbudować.
Och, mam nadzieję, że jakoś obudzę się znów młody.
Z tego, kim byłem, zostały tylko
dziury w mojej fałszywej pewności siebie.
I teraz kładę się spać
z nadzieją, że się obudzę.
Zastanawiam się, dlaczego sam siebie niszczę,
by potem znów się odbudować.
Och, mam nadzieję, że jakoś obudzę się znów młody.
Z tego, kim byłem, zostały tylko
dziury w mojej fałszywej pewności siebie.
I teraz kładę się spać
z nadzieją, że obudzę się znów młody.
Z nadzieją, że obudzę się znów młody.
Z nadzieją, że obudzę się znów młody.
Zawsze, kiedy mam gorszy humor, wracam do tej piosenki. False Confidence Noah Kahane’a.
Dla mnie to utwór o tym, że próbując zadowolić świat — gubimy siebie. Jesteśmy tu z jakiegoś powodu, ale na pewno nie po to, by zabiegać o aprobatę ludzi, którzy czasem nawet nie istnieją w naszym życiu.
Patrzę na to, jak wygląda dziś świat: każdy każdemu coś udowadnia, błyszczy, pozuje, żebrze o lajki jak o oddech. Sztuczność króluje, prawda schodzi do piwnicy. Przyjaźnie zamieniły się w obserwujących, a liczby stały się walutą wartości. Tylko co z tego, że masz ich tysiące, kiedy realnie nie masz nikogo?
Przeraża mnie, z jaką łatwością ludzie sprzedają swoją prywatność. Wystawiają swoje życie na pokaz, robią kukiełki z własnych dzieci — byle ktoś kliknął, byle ktoś pozazdrościł. Tak właśnie rodzi się fałszywa pewność siebie: krucha, nadmuchana, zbudowana nie przez nas, tylko dla nas.
Kiedy jesteś dzieckiem, jesteś sobą. Masz swój świat, swoje lęki i swoje zachwyty. Nie martwisz się, co ktoś pomyśli — bo jesteś prawdziwy. Dorosłość to zabija. Stajemy się niewolnikami cudzych opinii, ich ocen, oczekiwań. I to nas powoli niszczy.
Dlatego tak bardzo staram się pielęgnować w sobie dziecko — i chcę, by moja córka też to potrafiła. Obserwuję, jak krok po kroku buduje swój świat: żartuje, wygłupia się, odkrywa, czego się boi, a co kocha. Z dnia na dzień staje się sobą. Wyjątkowym człowiekiem. I choć boję się wypuścić ją w ten pełen presji świat, wiem jedno — jego hałas nie może zagłuszyć jej głosu.
Bo presja zawsze będzie: porównywanie, oceny, “rób tak, nie tak”. I jeśli ulegniemy, zaczniemy żyć dla innych. A to może dać akceptację, ale nigdy nie da szczęścia. Pozwalamy się niszczyć — ale odbudować możemy się tylko sami. I to ma swoje granice. Bo jeśli odbudowujemy się w nieskończoność… w końcu przestajemy być sobą.
Dlatego poddaj się — nie światu, nie presji, tylko temu, co prawdziwe w Tobie. Obudź to dziecko, które marzyło bez wstydu, które wierzyło, że można iść pod prąd.
Nie sztuką jest być jak wszyscy.
Prawdziwe piękno to Ty.
Nie traktuj siebie tak poważnie.
Baw się życiem. Skręcaj tam, gdzie czujesz, a nie tam, gdzie każą.
Niech te dziury w fałszywej pewności siebie staną się szczelinami, przez które w końcu przebije się prawda — mocna, Twoja, niezniszczalna.
Odpuść.
Bo taka, jaka jesteś — jesteś wystarczająca.
— A jeśli znowu się pogubię?
— To wrócisz. Do siebie. Ja Ci tylko przypomnę drogę.
