Uzależnienie od lęku

Jestem uzależniona od lęku. Każdego dnia czegoś się boję. Lęk był ze mną od zawsze, dlatego przyzwyczaiłam się do niego, uznałam za coś normalnego. Aż odkryłam, że tak nie jest, że bez niego byłoby mi łatwiej. Po prostu, mój mózg przez lata uzależnił się od lęku i usilnie stara się utrzymywać mnie w stanie napięcia, bo to dla niego naturalne. Teraz ja, staram się wymyślić sposób, jak go uleczyć i zapewnić sobie spokój.

Skąd bierze się uzależnienie od lęku?

Wszystko ma swój początek w dzieciństwie, więc tam też szukałam źródła mojego uzależnienia. Byłam dzieckiem, które nie miało zapewnionego poczucia bezpieczeństwa, a to dla małego człowieka jest podstawa prawidłowego rozwoju. Niestabilna sytuacja rodzinna, alkoholizm ukochanej osoby, depresja rodzica, to za dużo dla dziecka. Każdy dzień mógł przynieść coś, co mnie zrani, przestraszy, z czym nie będę umiała sobie poradzić, był potencjalnym zagrożeniem, więc naturalną reakcją był strach. Jako dziecko rozwinęłam w sobie mechanizm wyostrzonej czujności, żeby zabezpieczyć się przed niepewnym. Wtedy, pomagało mi to przetrwać, teraz bardzo utrudnia życie. Nie oznacza to, że moje dzieciństwo było nieszczęśliwe, po prostu dorośli wokół mnie nieśli bagaż cięższy niż byli w stanie unieść, dlatego, nieświadomie, część przerzucili na mnie. 

Czym jest uzależnienie od lęku?

Najprościej rzecz ujmując wygląda to tak, że mój mózg ciągle jest w gotowości na to, że wydarzy się coś złego. Kiedy przez dłuższy czas jestem spokojna, to mój mózg próbuje wytrącić mnie z równowagi, wywołać napięcie. W tym celu, zalewa mnie falą czarnych scenariuszy na przyszłość. Próbuje mi wmówić, że nie uda mi się znaleźć wymarzonej pracy, mojemu ukochanemu mężowi albo dziecku coś się stanie, a ja zostanę sama i sobie nie poradzę, że na pewno tuż za rogiem czyha jakieś zagrożenie, na które koniecznie powinnam się już przygotować i wyprodukować dużo hormonu stresu, którego on tak łaknie. Dla lepszego zobrazowania sytuacji podam przykład.

Mam dziecko, a dzieci często płaczą i to bardzo głośno. Pewnego dnia, moje dziecko głośno płakało przez dłuższy czas, a mój mózg podsunął mi myśl, że na pewno sąsiedzi słyszą i mogą zadzwonić do opieki społecznej. Ktoś przyjdzie do nas sprawdzić, co się dzieje i choć jest idealnie, to może się do czegoś przyczepić i odebrać mi dziecko. Absurdalny absurd, bo jestem najlepszą mamą na świecie, ale niestety mój mózg wie, że musi się teraz bardziej starać. Kiedy moje życie i mój stan emocjonalny były mniej stabilne wystarczyły mniejsze rzeczy, żeby mnie wystraszyć, teraz kiedy stałam się silniejsza, mój mózg przechodzi sam siebie. A odkąd mam dziecko, doskonale wie, że to jest mój czuły punkt, w który najlepiej uderzyć, żeby wywołać oczekiwany efekt. 

Mój mózg stał się moim wrogiem, sabotażystą mojego życia. Jego rolą jest mi pomagać, chronić mnie i pewnie to stara się robić, ale jestem już inną osobą, żyjącą w innej rzeczywistości, a on utknął tam, wtedy i psuje mi to co tu i teraz. Próbując mnie chronić, niszczy mnie i zmusza do toczenia nierównej walki z samą sobą. Ale wiem, że wygram, bo naśladuje mnie pewien wyjątkowy, mały człowiek, a nie pozwolę, żeby kiedyś musiał aż tyle się bać. 

Jak walczę z tym uzależnieniem?

Przede wszystkim, w momencie, gdy zalewa mnie fala negatywnych myśli, których celem jest wywołanie lęku, mówię stop. Przejmuję kontrolę. Pozwalam im przepłynąć, ale żadnej się nie łapię, bo wiem, że nie są prawdziwe. Zatrzymuję się i analizuję fakty. Jestem bezpieczna. Nie jestem sama. Nie mam się czego bać. Zajmuję myśli, czymś prawdziwym, łapię się poczucia bezpieczeństwa, które sobie stworzyłam. Nie nakręcam się w lęku, ale staram się go wyciszyć, nie stłumić, bo wróci. Kiedy atakują mnie te zmyślone zagrożenia daje im przestrzeń do zaistnienia, ale nie zatrzymuję ich, po chwili odchodzą, a ja wiem, że nie muszę się już bać. 

Każde uzależnienie jest próbą poradzenia sobie z czymś, z czym nie potrafimy sobie poradzić. Tyle, że to nie jest żadne rozwiązanie i wyłącznie wzmacnia problem. Z problemem możemy poradzić sobie wyłącznie wtedy, gdy przyznamy, że istnieje i nas przerasta. Wówczas, jesteśmy w stanie poszukać jego źródła i pomocy w jego rozwiązaniu.

Jeśli ten wpis Ci się spodobał – zapisz się, by nie przegapić kolejnych!

Napisz komentarz. Chętnie przeczytam, co dzieje się w Twojej Głowie!